Gorąco na straganach pod Gubałówką
23.06.2009
W 2005 roku miasto wymówiło umowę ich dzierżawcom. Handlarze jednak nie usunęli się i nadal płacą dzierżawę do kasy miasta, bowiem w umowie sporządzonej w 2004 roku znalazł się zapis, że mogą tam handlować do czasu aż pani Szelągowska dokończy zagospodarowanie placu znajdującego się zaraz za spornymi straganami. Przez cały ten czas Danuta Szelągowska i jej mąż twierdzą, że handlarze nielegalnie zajmują miejsce, a poza tym zasłaniają swoimi budami jej plac. Plac nie jest jeszcze gotowy. Jednak Szelągowska domagała się wczoraj od wiceburmistrza Zakopanego Wojciecha Solika, aby rozwiązał w końcu sprawę. – Tam osiem osób stoi nielegalnie. Nadzór budowlany rozebrał jeden stragan, miasto postawiło słupki, a teraz znowu ustawiono budę, przykrywając paliki – mówiła. – W taki sposób oni kpią sobie z pana.
Jak zaznaczył Solik, kupcy stoją, bo powołują się na umowę z 2005 r. – A budowa placu nie została zakończona – tłumaczy. Umowę dzierżawy z feralnym zapisem podpisały poprzednie władze. Jest on nieprecyzyjny i nie powinien się tam znaleźć. Unieważnić ją można tylko na drodze sądowej. Burmistrz nie chce jednak iść do sądu, bo cała procedura zajęłaby zapewne kilka lat.
– Niech pani spełni punkt piąty umowy, czyli dokończy budowę placu i problem się rozwiąże – dodał na koniec Wojciech Solik.
Na to Danuta Szelągowska odparła, że skoro miasto popiera samowolę, to i ona postawi sobie stragan przed domem burmistrza Janusza Majchra i będzie tam stała 10 lat.
Łukasz Bobek
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/06/23

