Cepry jednak wolą urlop w Zakopanem
15.07.2009
Tłumy widać nie tylko na zakopiańskich Krupówkach, ale i na tatrzańskich szlakach. Na ilość gości nie narzekają ani biura turystyczne, ani pensjonaty, ani nawet górale skłonni przecież zazwyczaj do narzekania na ceprów i zawartość ich portfeli.
Kolejki do bankomatów, restauracji, publicznych toalet a nawet do wejścia na Wielką Krokiew – tak właśnie od kilku dni wygląda Zakopane. Takich tłumów turystów pod Tatrami nie było już od ładnych kilku lat. Cieszą się z tego powodu wszyscy ci, którzy żyją na Podhalu z turystyki.
– Straszono nas, że ten sezon będzie kiepski – potakuje Maria Tylkowa, góralka z Poronina. – Każdy szykował się do zaciskania pasa. Tymczasem ludzi przyjechało wielu. Ba! Powiedziałabym nawet, że jest ich nieco więcej. Nas kryzys się nie ima.
Wysoką frekwencję potwierdza burmistrz Zakopanego, który jednak nie jest aż takim optymistą.
– Gros turystów mieszka poza naszym miastem – podkreśla Janusz Majcher, burmistrz Zakopanego. Ludzie nocują tam, gdzie jest taniej, a więc w okolicznych miejscowościach.
Władze Zakopanego podkreślają, że spora część turystów to młodzież przebywająca na koloniach. Obecnie na Podhalu działa blisko dwieście ośrodków kolonijnych. Biura podróży też nieco studzą optymizm. – Mamy lawinę gości przyjeżdżających do Zakopanego – potwierdza Barbara Strączek z grupy Trip. – Pogoda się poprawiła i od razu odbija się to na frekwencji i zainteresowaniu przyjazdem do Zakopanego. Każde biuro przygotowało jakieś promocje. Dlatego niedroga oferta plus słońce robią swoje.
Specjaliści podkreślają, że sporo strat wyrządził deszcz. Wtedy pensjonaty i hotele, z nielicznymi wyjątkami, świeciły pustkami. Obecnie ludzi nie brakuje w pokojach gościnnych i na tatrzańskich szlakach.
– Nasze Morskie Oko, Kuźnice, Dolina Kościeliska i Chochołowska to tłumy ludzi – przyznaje Marek Pęksa z Tatrzańskiego Parku Narodowego.
– Do schronisk mamy tłumy, a im wyżej, tym mniej ludzi. Na Giewoncie, aby wejść na szczyt, trzeba w kolejce odstać kilkanaście, kilkadziesiąt minut.
Sami turyści są z pobytu zadowoleni, choć denerwuje ich stanie w kolejkach. – Nam tłumy nie przeszkadzają – mówi Anna Krzesińska, turystka z Warszawy. – U nas jest podobnie. Drażnią jedynie kolejki do bankomatów a przede wszystkim ta gigantyczna do kolejki na Kasprowy Wierch.
Inaczej jest z mieszkańcami.
– Horror – wzdycha pani Stanisława, emerytka z Zakopanego. – Mieszkam nieopodal Krupówek i non stop atakuje mnie ten hałas. Żeby zrobić spokojnie zakupy, musi wstawać wcześnie rano.
Przemysław Bolechowski
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/07/15

