Kloszardzi w strażnicy
22.07.2009
Opuszczone domy to plama na wizerunku Zakopanego – tu chyba nikt nie ma wątpliwości. Stare, rozlatujące się budynki straszą swoim widokiem nawet w centrum miasta. Tak jest np. przy ulicy Jagiellońskiej, gdzie stoi ogromna rudera, która wcześniej kilkakrotnie już się paliła. Na dodatek w budynkach tych zamieszkują zazwyczaj dzicy lokatorzy, którzy w opuszczonych pomieszczeniach organizują libacje.
– Oni są ja szarańcza – mówi nam pani Anna Madej, mieszkanka Zakopanego. – Widziałam, co zrobili z Domem Wczasowym „Baca” na Antałówce. Najpierw włamali się i wszystko co się dało ukradli i sprzedali. Potem nocowali tam i pili przez całą dobę. Palili nawet ogniska w pokojach. Aż w końcu budynek podpalili.
Straż Miejska robi co może, ale przyznaje, że nie jest to łatwa sprawa. – Patrole za każdym razem sprawdzają, co się dzieje w takich budynkach – tłumaczy Wiesław Lenard, komendant Straży Miejskiej w Zakopanem. – Wiele tych budynków grozi zawaleniem i samo przebywanie w środku jest niebezpieczne. Zawsze też istnieje możliwość, że dziki lokator zaprószy ogień i nieszczęście gotowe.
Straż Miejska stara się ustalić właściciela takiej rudery i zmusić go do zabezpieczenia budynku. Często jednak są to osoby mieszkające poza Zakopanem, a nawet za granicą i wtedy zaczynają się prawdziwe problemy.
Podobnie jest zresztą z budynkiem dawnej siedziby zakopiańskiej straży pożarnej przy pl. Niepodległości. O zwrot budynku stara się Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół”, dlatego straż już kilka lat temu zwolniła pomieszczenia. Ale minister skarbu, który zarządza nieruchomością, z decyzją się nie śpieszy, a remizą zajęli się bezdomni. Wszystkie okna są już wybite, drzwi wyłamane, magazynek ze starym sprzętem pożarniczym splądrowany a w garażach walają się materace, na których ktoś śpi. – Czas ucieka, tymczasem co kilka dni muszę wysyłać tam ludzi, żeby naprawili wyłamane drzwi czy wybite okna. W najbliższym czasie, jeśli decyzja nie zapadnie, będę musiał zatrudnić tam dozorcę lub ochronę – zaznacza Andrzej Gąsienica-Makowski, starosta tatrzański, który zarządza skarbem państwa. Czas ucieka, a obiekt jest coraz bardziej dewastowany. Obserwują to okoliczni sąsiedzi.
– To normalna melina – denerwuje się pan Andrzej, mieszkaniec pobliskiego domu. – W nocy śpiewy pijackie i wrzaski, jakby kogoś mordowano. – Na dodatek ci ludzie w dzień z remizy wychodzą i atakują Krupówki.
W okresie wakacyjnym do Zakopanego zjechało jeszcze więcej takich osobników.
– Jest tutaj ciepło i dużo ludzi. Zawsze można coś „zarobić” – śmieje się jeden z wyraźnie chwiejących się panów na Krupówkach.
Przemysław Bolechowski
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/07/22

