Zakopane — portal z-ne.pl

Lokalowe braki widać gołym okiem

06.08.2009

O Władysławie S.-G. stało się głośno kilka tygodni temu, gdy w połowie czerwca Sąd Apelacyjny w Krakowie wypuścił go z aresztu, gdzie siedział przez 15 miesięcy po tym, jak został skazany na 6 lat więzienia za spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu przyjaciela żony, co skutkowało śmiercią przyjaciela. Gdy wyszedł z aresztu, wrócił do mieszkania przy ul. Za Strugiem.

– I od razu pojawiły się kłopoty – wspomina pani Katarzyna, jego sąsiadka (chce zachować anonimowość). – Zaczęły się libacje alkoholowe. Do późnych godzin nocnych. Przychodzili do niego różni dziwni ludzie.

Jak zaznacza pani Zofia, mama pani Katarzyny, nocami nie mogą spać nie tylko z uwagi na hałas, ale i z obawy, że ich stary drewniany dom może po prostu spłonąć. – Wypiją alkohol, zasną z papierosem i nieszczęście gotowe – zaznacza. Poza tym, jak dodają, pan Władysław groził im pewnego razu na korytarzu. – Wzywaliśmy policję, pisaliśmy do urzędu o zamianę lokalu albo jemu, albo nam – zaznacza pani Katarzyna. – Do tej pory nic się nie zmieniło.

Dzielnicowy tego rewiru mł. asp. Robert Ligas zna doskonale sprawę.

– Jestem w kontakcie z tymi paniami. Na początku było ciężko. Przez ostatnie kilka dni był spokój – zapewnia. Władze miasta na razie nie mogą w żaden sposób pomoc pani Katarzynie i jej mamie.

– Nie mamy możliwości przeniesienia gdzie indziej pana Władysława – zaznacza Jan Gąsienica-Walczak, wiceburmistrz Zakopanego. – Nie mamy po prostu gdzie, brakuje nam bowiem lokali socjalnych. Wiem od ludzi, że taki sąsiad jest uciążliwy. Takich sytuacji w mieście jest więcej. Na dzień dzisiejszy pozostaje jedynie dozór policji i straży miejskiej.

Nie udało nam się skontaktować z panem Władysławem przez kilka ostatnich dni. Ostatnio nie widzieli go nawet jego sąsiedzi.

Łukasz Bobek

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/08/06