Nowa turystyka dla leniwych gości
13.08.2009
Zjawisko to przybrało już taki rozmiar, że zakopiańska policja uważa to za dość poważny problem.
– Taki turysta jedzie pięć, góra dwadzieścia kilometrów na godzinę, nie zważając, że zanim ustawiają się i trąbią inni użytkownicy drogi – tłumaczy Jakub Rogoziński, naczelnik sekcji ruchu drogowego w zakopiańskiej komendzie.
Takiego „auto-turystę” nic nie obchodzi, że tarasuje przejazd, że za nim błyskawicznie tworzy się kilkukilometrowy korek. On chce obejrzeć przydrożny zabytek lub ładny góralski domek i już.
– Parę dni temu, akurat wtedy gdy był Tour de Pologne, spieszyłem się, żeby zdążyć do szklarza przed zamknięciem ulic i miałem pecha – opowiada Łukasz z Zakopanego. – Na wysokości szkoły Kenara i domu obok tak zwanej „Gargamelówki” mieszczącej się przy ulicy Kościeliskiej jakiś facet w bardzo drogim aucie, na rejestracjach warszawskich zwolnił nagle przede mną, prawie do zera i ze swą towarzyszką zaczęli przyglądać się budynkowi. Ledwo wyhamowałem. Kierowca obejrzał sobie „Gargamelówkę” ruszył z kopyta, ale po chwili znowu noga na hamulec, bo z drugiej strony zobaczył starą zabytkową chałupę góralską. Nie wytrzymałem! Za nami korek, a ten sobie ogląda chałupy! Przecież może zjechać na bok! Wkurzyłem się. Zatrąbiłem, puściłem „wiąchę”! Na faceta to nie podziałało. Drugi pas się zwolnił. Wyprzedziłem go. Inni za mną, tyle że zrobiliśmy to na podwójnej ciągłej. Jakby nas policja złapała, dostalibyśmy mandat jak nic!
– Osobiście nie spotkałem „auto-turysty”, ale słyszałem od kolegów, że nieraz przez takiego stali w korku, bo facetowi zachciało się gapić na mijaną chałupę – opowiada pan Stanisław, taksówkarz z Zakopanego. – Niechby trafił na mnie, już ja bym z nim porozmawiał!
Pan Stanisław dodaje, w Zakopanem i bez takich podziwiających miasto zza szyby samochodu, na ulicach jest horror.
– Na miejscu policji goniłbym ich i dawał ze 20 punktów i mandat jeszcze. Zaraz by im się zachciało chodzić pieszo! – śmieje się.
A policja? Apeluje, by jednak miasto zwiedzać na piechotę.
Halina Kraczyńska
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/08/13

