Płacili, więc uważali, że mogą być niegrzeczni
29.08.2009
Niektórym za minionym sezonem wakacyjnym łezka w oku będzie się kręcić, a inni oddychają z ulgą. Dla starszych mieszkańców Zakopanego lipiec i sierpień to horror.
– Mieszkam niedaleko Krupówek – wzdycha pan Stanisław, emeryt z Zakopanego. – Dla mnie ten czas to coś okropnego. Nie ma jak otworzyć okna, bo hałas jest przeokropny. Smród z ulicznych grilli również daje się we znaki. Ale najgorszy jest ten tłum, mam kłopoty z chodzeniem i przeciskanie się przez deptak jest ponad moje siły. Dlatego w wakacje codziennie wstaję wcześnie rano i idę do sklepu. Dzięki temu unikam potrąceń.
Również i tym, którzy żyją z turystów, przyjezdni nieźle potrafią dać w kość.
– Najgorsi są pijani młodzi ludzie – przyznaje jeden ze sprzedawców na Krupówkach. – Jak idą w kilku, to czują się silni i przed sobą chcą się popisać. Widziałem, jak na jednym ze stoisk przymierzali okulary przeciwsłoneczne, i te pary, które i mnie pasowały, wyrzucali do potoku. Doszło do szamotaniny ze sprzedawcą. Pamiętam, że inni pobili ulicznego mima. Zdarzały się również kradzieże w sklepach.
– Miałam klientkę, która wzięła serwetę i wazon – opowiada nam Janina Nester z jednego ze sklepów. – A gdy przyszło do płacenia, klientka wmawiała mi, że serweta jest jej i że jestem oszustką, skoro żądam zapłaty. Zbaraniałam, bo była to starsza dystyngowana pani. Musiałam wyszarpywać jej towar z torby.
Przemysław Bolechowski
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/08/29

