Zakopiańskie ulice toną w nielegalnych reklamach
02.09.2009
– Tak jest na przykład z ulicą Kaszelewskiego – pokazuje nam Rafał Michalik, kierowca z Zakopanego. Wyjazd na ulicę Zamoyskiego jest trudny, bo widok z auta zasłaniają reklamy rozstawiane przez sklepy i restauracje. Aby cokolwiek zobaczyć, trzeba się mocno samochodem wychylić a to już jest zagrożenie. Zresztą, z tego co widzę tych reklam w całym mieście jest znacznie więcej. Stawiane są wszędzie gdzie tylko się da. Tymczasem stawianie reklam na chodnikach czy na skwerach oraz przy ulicach to zajmowanie pasa drogowego i trzeba mieć na to zgodę urzędu miasta. Jeśli jej nie ma, to straż miejska za takie reklamowanie swojej firmy może wystawić nam słony rachunek, nawet do 500 zł.
Przemysław Bolechowski
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/09/02
