Jabłka i jogurty wkraczają do szkół
16.09.2009
– Dzisiaj jadłam na obiad surówkę z ogórka, ziemniaki, gulasz i jeszcze zupę grochową – wylicza 10-letnia Ania wracająca ze szkoły. – Bardzo mi smakowało i najadłam się tak, że już raczej nie będę jadła drugiego obiadu w domu. Ale najbardziej cieszę się i czekam na piątek, bo wtedy będzie w stołówce moje ulubione danie... makaron z serem.
Takie obiady zakopiańskie dzieci dostają w stołówce Szkoły Podstawowej nr 1.
– Na pewno nie wychodzą stąd głodne – podkreśla Danuta Para, intendentka. – Oprócz dwudaniowego obiadu codziennie dzieci dostają jeszcze owoce w tym banany, mandarynki, jabłka, jogurty oraz wafelki Grześki.
A szefowa kuchni Czesława Łojas, która tu gotuje od 40 lat, dodaje, że obiady są pełnowartościowe i zdrowe, przygotowane własnoręcznie przez pracowników stołówki. Obiad w tej stołówce je ponad 200 uczniów.
– Najwięcej chyba korzystają ze stołówki maluchy, z klas najmłodszych. Z nich ponad połowa zjada obiad w stołówce – twierdzi Alicja Niemiec, wychowawczyni jednej z klas w SP nr 1. – Dla niektórych z tych dzieci jest to jedyny gorący posiłek w ciągu dnia.
Otrzymują go dzięki dofinansowaniu z Ośrodka Pomocy Społecznej oraz księdzu dziekanowi Stanisławowi Olszówce. Jak podkreśla Zofia Kiełpińska, naczelnik wydziału edukacji w zakopiańskim magistracie, takie smaczne obiady oferują wszystkie zakopiańskie szkoły.
– Gmina finansuje całość działania stołówki, rodzice płacą tylko wkład do kotła, czyli 3,5 zł. To niedużo! – tłumaczy naczelnik Kiełpińska. 180 dzieci z całego Zakopanego, jak wyjaśnia Janina Spisak, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Zakopanem, otrzymuje dofinansowanie na gorący posiłek w szkolnej stołówce.
– Prawie 60 dzieci z najbiedniejszych rodzin, które po lekcjach uczęszczają do świetlicy „Promyczkowo”, dostaje tam jeszcze podwieczorek, kanapki, zapiekanki, drożdżówki – wymienia dyrektor Spisak.
Do zakopiańskich szkół coraz częściej wchodzą firmy kateringowe. Tak jak w I LO przy ul. Słonecznej.
– Wszystko mamy zdrowe, świeże, własnoręcznie robione – mówią Agnieszka i Adam Kołodziejczykowie, którzy prowadzą stołówkę w liceum. – Obiad cały kosztuje 11 zł, połówka – 6,5. Jedni mają wykupiony abonament, inni biorą obiady od czasu do czasu. Uczniowie kupują też u nas pierogi, kanapki, krokiety, sałatki greckie lub z tuńczyka. Widać, że to uwielbiają.
Dyrektor liceum Marek Donatowicz podkreśla, że dużo uczniów żywi się w stołówce.
– Tym uczniom, których rodziców nie stać na obiady, a mamy ich dosłownie kilku, finansuje je opieka społeczna, rada rodziców oraz właściciel stołówki na podstawie umowy ze szkołą – mówi dyrektor Donatowicz. – Z tego, co wiem, a wiem, bo pytam o to, nie ma u nas uczniów, którzy by głodowali.
Halina Kraczyńska
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/09/16

