Zakończyła się 5-letnia wojna pod Gubałówką
31.10.2009
Stało się to dosłownie w ostatniej chwili, bo władze miasta planowały w czwartek usunięcie nielegalnych, ich zdaniem, straganów siłą, przy pomocy policji i straży miejskiej.
Po zniknięciu straganów rozpoczął się remont drogi pod Gubałówkę - stary, zniszczony asfalt zastąpi estetyczna kostka brukowa.
Sprawa straganów pod Gubałówką zaczęła się jeszcze w 2004 roku, kiedy ówczesne władze Zakopanego podpisały z handlującymi umowy zezwalające im na zajęcie tego terenu, który znajdował się w pasie drogowym. W dokumencie znalazł się jednak pechowy zapis, że stragany mogą stać aż do czasu ukończenia budowanego obok prywatnego placu targowego. Ponieważ inwestycja przebiegała ślamazarnie, górale na podstawie tego w sądach bronili swojego miejsca, tłumacząc, że zajmują je legalnie. Jedynym zwycięstwem władz miasta było na początku tego roku rozebranie jednego ze straganów.
W końcu górale postanowili dobrowolnie opuścić zajmowane miejsca pod Gubałówką.
- Stragany zostały wywiezione w ostatniej chwili, 27 listopada - mówi nam Wojciech Solik, wiceburmistrz Zakopanego. - Następnego dnia mieliśmy bowiem, korzystając m.in. z pomocy policji, usunąć je siłą.
Władze Zakopanego przypominają, że wielokrotnie wcześniej negocjowały z handlującymi, proponując im inne lokalizacje dla straganów.
-Teraz remontujemy dojście pod Gubałówkę - dodaje Wojciech Solik. - Już mamy ławki i kosze na śmieci.
Handlujący pod Gubałówką przyznają, że sami wywieźli swoje stragany. - Nie mieliśmy jednak innego wyjścia - mówi Janina Sichelska, właścicielka jednego z nich. - Postawiono nam ultimatum, że do 28 musimy się wyprowadzić. A jak nie, to nas spacyfikują. Tak jak wtedy kiedy siłą wyciągano nas ze straganu, a budkę rozwalono. Nie mam na tyle siły, żeby szarpać się z 50 policjantami.
Górale na razie nie przestawili budek w inne miejsca, bo, jak tłumaczą, nie ma już dla nich wolnych terenów. - Czeka nas bezrobocie - podkreśla Sichelska. - Żal, że nas, którzy płacili czynsz, wywala się na bruk, a nielegalni nadal stoją.
Przemysław Bolechowski
Jest się o co bić
• Konflikt wokół pięciu straganów przy drodze na Gubałówkę trwał latami. I nie ma się co dziwić, bo to jedno z lepszych miejsc do handlu. Na dojściu do dolnej stacji kolejki na Gubałówkę jest wiecznie tłum turystów. Stoją tam stoiska, których właściciele płacą czynsz rzędu 3 tys. zł za miesiąc. Na serkach i drobnych pamiątkach zarabiają w sezonie kilkanaście tysięcy miesięcznie.
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/10/31

