Góralska krew burzy się w sporze o... krew
17.12.2009
Wojna „o góralską krew" w zaczyna zataczać coraz szersze kręgi. W zakopiańskich kościołach krwiodawcy zaapelowali do władz, by te znalazły miejsce, gdzie w godnych warunkach mogliby dalej oddawać ten cenny dar. Pytają też, czy mają oddawać krew na Słowacji, gdzie mogą za to dostać spore pieniądze? Obecnie - po tym jak dyrekcja zakopiańskiego szpitala wymówiła umowę stacji - ta przeniosła się do Nowego Targu i tylko w poniedziałki i piątki jej pracownicy przyjeżdżają do Zakopanego, gdzie w sanepidzie na Chramcówkach „kątem" pobierają krew.
- Oddaję krew od niemal 30 lat. Kiedyś państwo umiało docenić to, że oddajemy innym cząstkę siebie. Mieliśmy przywileje - podkreśla jeden z zakopiańskich krwiodawców (chce pozostać anonimowy). - Z czasem te przywileje kurczyły się, a teraz jeszcze każą nam dojeżdżać ponad 20 kilometrów na własny koszt żeby oddać krew! To taka dla nas nagroda i podzięka? Chcę ratować komuś życie, ale nikt więcej, okazuje się, u nas w mieście o to nie dba!
W Zakopanem co 30 mieszkaniec oddaje krew. Dzięki akcjom stacji udało się przekonać do tego wielu młodych ludzi ze szkół. Ci także, jak twierdzi Marek Donatowicz, dyrektor I Liceum Ogólnokształcącego, są mocno zaniepokojeni całym zamieszaniem wokół stacji i pytają, co będzie dalej?
Maria Lambrecht, szefowa byłej zakopiańskiej stacji, mówi, że do 1 marca krew pobierana będzie w sanepidzie.
- Potem, jeżeli odpowiednie pomieszczenie nie znajdzie się, odejdziemy! - ostrzega.
Starosta uważa, że winna całej sytuacji jest dyrekcja krwiodawstwa z Krakowa. - Choć to nie zadania starostwa, to podjęliśmy uchwałę, by wynająć stacji inne pomieszczenie przy szpitalu, ale trzeba było je dostosować do potrzeb krwiodawstwa. Niestety, nie było odzewu z Krakowa, mimo że gminy chciały wesprzeć remont i pokryć 60 procent kosztów - tłumaczył starosta. - Dla mnie wyprowadzenie stacji do Nowego Targu to szantaż, na zasadzie: skoro tak, to my wyprowadzamy wszystko, a wy sobie radźcie! Szpital za krew płaci 350 złotych za jednostkę (jednostka to 450 ml - przyp. red.), a krwiodawcy oddają ją za darmo. Ktoś te pieniądze pobiera.
Starosta zapowiada ostre pismo do minister zdrowia.
Maria Lambrecht twierdzi jednak, że nie chodziło o to, że stacja nie miała pieniędzy na remont. - Umowa przedstawiona przez dyrekcję szpitala była nie do przyjęcia, m.in. zawierała klauzulę rocznego wypowiedzenia, bez gwarancji zwrotu poniesionych przez nas kosztów remontu - tłumaczy.
Halina Kraczyńska
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/12/17

