Boję się wymierzonych we mnie intryg
08.01.2010
Mamy początek roku. Czy będzie to ważny rok dla Zakopanego?
Bardzo ważny, bo będą rekordowe inwestycje w mieście, jakich nie było od kilkudziesięciu lat. Podobny zakres inwestycji jaki my prowadzimy to był realizowany w 1962 roku na mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym FIS. Remont, jaki teraz jest zakreślony w budżecie, będzie olbrzymi. To zmieni wizerunek miasta. Do tego dojdą remonty ważnych, dużych szkół w Zakopanem, czyli Szkoły Podstawowej nr 1 na Wilczniku oraz szkoły na Harendzie. To inwestycje, które przygotowywaliśmy przez dwa i pół roku. Ponadto jestem przekonany, że w tym roku w pełnym rozpędzie ruszymy z budową mieszkań.
Plany są dosyć ambitne.
Olbrzymie! Zastanawiam się, czy w roku wyborczym zbyt wiele nie ryzykujemy, bo możemy się położyć totalnie, jeżeli będą rzucane jakieś kłody. Nawet nie ze strony opozycji, ale ze strony firm, które z nami źle współpracują.
Nie obawia się Pan jednak nastawienia, że to jest taka kiełbasa wyborcza?
Oczywiście opozycja będzie tak mówić. Tylko żeby zacząć realizować te inwestycje, trzeba poświęcić dwa i pół roku na przygotowanie. Każdy, kto budował, wie, że nie można tego zrobić z dnia na dzień. Chcemy zrealizować w tym roku pięćdziesiąt dwie inwestycje. Sama realizacja to jest małe piwo. Jak mi ktoś powie, że jest to kiełbasa wyborcza, to znaczy, że nie ma pojęcia o możliwościach inwestycyjnych w Polsce.
Będzie to ważny rok dla Zakopanego, a czy dla Pana również? To będzie ostatni rok kadencji.
Dla mnie ten rok będzie przede wszystkim bardzo nerwowy, bo na pewno opozycja będzie stawać na głowie, aby zdewaluować nasze działania. Już na ostatniej sesji rady były wystąpienia, w których mówiono, że w Zakopanem nic się nie dzieje i nie działo. Przyjmuję to z przymrużeniem oka. Boję się wymierzonych we mnie intryg. Cztery lata temu przygotowano przeciwko mnie ogromną intrygę.
Będzie to rok przygotowania do walki wyborczej?
Nie sposób tego połączyć. Nie ma na to czasu. Niech działania będą naszym kapitałem wyborczym. Albo się uda, albo nie.
A co z tymi niespełnionymi obietnicami? Z Gubałówką?
Na Gubałówce jest pat totalny. Trudno mi się dogadać z rodziną Byrcynów. Wieloletnia zadra jest tak wielka, że nie sądzę, by udało się w tym roku uruchomić trasę.
Czy będzie więc Pan kandydował?
Jeżeli ten rok mi wyjdzie dobrze pod względem inwestycji, to będę potrzebował jeszcze jednej kadencji, aby dokończyć te plany. Jeżeli będzie dobrze, chciałbym kandydować. Będę to wiedział dopiero we wrześniu.
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2010/01/08

