Strażnicy miejscy nie palą się do paralizatorów
27.01.2010
W ostatnim czasie Wydział Prewencji Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie przeprowadził kontrolę w rabczańskiej straży miejskiej. - Żadnych zastrzeżeń do naszej działalności nie było, jednak biorąc pod uwagę liczbę imprez masowych, które zabezpieczaliśmy, zalecono nam zakupić paralizatory - mówi Kazimierz Zapała, komendant straży w Rabce-Zdroju.
- Jest zalecenie i muszę się do niego dostosować.
Komendant Zapała z ostrożnością podchodzi do wskazówki komendy wojewódzkiej. Uważa bowiem, że środki przymusu bezpośredniego, którymi dysponują strażnicy, są wystarczające. Mają na swoim wyposażeniu gaz, pałki oraz kajdanki. Nigdy jeszcze nie było potrzeby ich użycia.
Na podobnym stanowisku stoi komendant zakopiańskiej straży miejskiej Wiesław Lenard. Według niego, strażnicy są służbą porządkową, a nie kryminalną. Zakopiańscy strażnicy miejscy nigdy do tej pory nie potrzebowali używać paralizatorów. - Mogą się i teraz bez nich obejść - uważa Lenard.
Jak wyjaśnia Dariusz Nowak, rzecznik małopolskiej policji, pomysł dotyczący zakupu paralizatorów to tylko rada udzielona strażnikom miejskim przez policjantów. Ostateczna decyzja o wyposażeniu w taki sprzęt będzie należała do nich.
- Policji chodzi o bezpieczeństwo strażników - mówi Nowak. - Robimy audyty merytoryczne straży miejskiej. W trakcie takich audytów mówimy strażnikom, że podczas interwencji takie urządzenia mogą się przydać.
Józef Słowik
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2010/01/27

