Zakopane — portal z-ne.pl

Zgon na wczasach

29.01.2010

Zgon na wczasach

13 października nagle przyszło w całym kraju oziębienie, a do Zakopanego - kataklizm. Pod naporem ciężkiego, mokrego śniegu drzewa, które jeszcze nie zgubiły liści, zaczęły łamać się jak zapałki.

Małżeństwo z Nieporętu od kilku dni wypoczywało pod Giewontem. Spędzali tu urlop.

- Rodzice nie po raz pierwszy odpoczywali w Zakopanem. Lubili to miasto - mówi ich córka, Jolanta Szymańska. - Ja też kochałam to miasto, bardzo często tam jeździłam, ale po tym, co się stało z rodzicami, już więcej tam nie pojadę. Nie mogłabym...

Pani Danuta i jej mąż mieli wyjechać we wtorek, 13 października, ale przedłużyli swój pobyt o jeden dzień, żeby nie wracać w pechową trzynastkę. - Wybrali się w ten ostatni dzień w południe na spacer ulicami Zakopanego - opowiada pani Jolanta. - Mama nie pamięta, co się stało, a tata nie odzyskał przytomności...

Na dwoje turystów przechodzących chodnikiem przy ulicy Chałubińskiego nagle spadł duży konar, który pod ciężarem mokrego śniegu odłamał się od drzewa. Oboje małżonkowie mieli uszkodzone kręgosłupy. Mężczyzna doznał ponadto ciężkiego urazu głowy. Kobieta z urazem kręgosłupa i niedowładem kończyn trafiła do Kliniki Ortopedii na Bystrem, gdzie przeszła operację. Dziś, jak mówi jej córka, jest cały czas rehabilitowana.

- Trudno na tym etapie powiedzieć, czy będzie chodzić. Chcemy wierzyć wszyscy, że będzie - mówi pani Jolanta. - Tata zmarł 6 listopada. Miał 49 lat, był młody, w sile wieku, pełen energii, pracowity...

Oboje z żoną prowadzili zakład zieleni, zajmowali się między innymi pielęgnacją drzew w Nieporęcie.

- Współczuję rodzinie, bo wiem, jaka to tragedia. Byliśmy w szpitalu u pani Danuty, zaoferowaliśmy pomoc - mówi wiceburmistrz Wojciech Solik. Drzewo nie stało na gruncie gminnym, ale prywatnym.

- Według mnie jest to ewidentna sprawa anomalii pogodowych, niekoniecznie chorego, źle pielęgnowanego drzewa - podkreśla Solik. - Zresztą drzewo jeszcze stoi i można stwierdzić, czy było chore i dlatego doszło do wypadku, czy też był to kataklizm.

Sprawą wypadku zajmuje się zakopiańska prokuratura. - Nie postawiliśmy nikomu zarzutów. Postępowanie toczy się w sprawie nieumyślnego spowodowania ciężkich obrażeń ciała, w wyniku których doszło do śmierci poszkodowanego - wyjaśnia Zbigniew Lis, prokurator rejonowy w Zakopanem. - Dochodzenie zmierza w tym kierunku, by ustalić, kto był właścicielem drzewa, jakie obowiązki ciążą na nim i czy je wypełnił.

Jak podkreśla Lis, sprawa jest trudna do oceny, na ile zawinił właściciel drzewa, a na ile splot niesprzyjających okoliczności.

Rodzina pani Danuty czeka na zakończenie dochodzenia. - Nie zastanawialiśmy się jeszcze, czy będziemy dochodzić swoich roszczeń na drodze cywilnej - mówi pani Jolanta.

Halina Kraczyńska

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2010/01/29