Rzecz się dzieje w małym mieście…
23.01.2010
Plac to nie mały bo jeden z największych w Polsce (jakieś 1,5 hektara) – zdaniem niektórych oszpecony nieludzko przez dwa - całkiem sporej wielkości - parkingi.
Pomysłów na Rynek, jest tyle, ile ludzi w Mieście.
„Szefowie” miasta realizują koncepcję rynku pół zamkniętego – ruch nie byłby ograniczony, ale parkingi w ilości „sztuk dwa” przestaną istnieć. Co będzie zamiast?
Zamiast będą ławeczki, muszla koncertowa (nie mylić z klozetową) i fontanna.
Ta koncepcja kłóci się z bogatym doświadczeniem kupieckim mieszczan. Niektórzy, a zwłaszcza Ci, co mają w rynku wszelakie „kramy” i „interesa”, chcieliby utrzymania obecnego porządku rzeczy.
Parkingi nam są potrzebne, bo nam ludzie do centrów handlowych pouciekają - krzyczą wniebogłosy.
Wybudujmy parking podziemny – będzie wilk syty i owca cała (całkiem spora - 1,5 hektarowa - owieczka!) krzyczą inni…
Jak prawdziwy góral, kiedy ma czas – usiadłem i zacząłem myśleć (jakbym nie miał czasu – to bym tylko siedział…). Parking podziemny… hm… no dobrze – wykopiemy dziurę, zalejemy betonem, zrobimy miejsc na kilkaset samochodów, przykryjemy fontanną, muszlą i czym tam jeszcze…
Tylko czy ktoś pomyślał ILE CZASU TO BĘDZIE TRWAŁO? Rewitalizacja (fontanny i inne takie) może się odbywać w normalnym trybie funkcjonowania miasta. Taki parking buduje się kilka lat – a przypomnę tylko co się działo, kiedy w mieście były uroczystości w Rynku. Totalny paraliż komunikacyjny centrum z niemożnością dostania się gdziekolwiek, pomiędzy np. dzielnią Kowaniec a na przykład blokowiskami na południu.
Papier wszystko przyjmie – projektujcie zatem dalej podziemne parkingi – bo na kartce A4 wszystko można narysować, ale bez zaczarowanego ołówka trochę trudniej wybudować!
G.

